← Wiedza · · 9 min czytania
28%. Dlaczego Polska ma defibrylatory AED i tak rzadko ich używa
Mamy tysiące urządzeń. Mimo to w siedmiu na dziesięć przypadków nagłego zatrzymania krążenia AED w pobliżu pozostaje na ścianie. Ta luka nie jest problemem sprzętu — i każda jej warstwa jest niezależnie naprawialna.
W publicystyce ratowniczej rzadko pojawia się liczba, która zmienia rozmowę. 28% jest taką liczbą.
Tyle wynosi w Polsce odsetek przypadków nagłego zatrzymania krążenia (NZK) poza szpitalem, w których został użyty publicznie dostępny defibrylator AED. Pozostałe 72% — to przypadki, w których AED, często znajdujący się w tym samym budynku, ulicy lub kilometrze, nigdy nie został włączony.
W tym samym czasie w Polsce dochodzi rocznie do około 40 000 zatrzymań krążenia poza szpitalem. Przeżywalność w przypadku interwencji w pierwszych 3–5 minutach — z RKO i defibrylacją — sięga 75%. Bez tej interwencji spada do ułamków procentu po 8–10 minutach.
To nie jest luka o braku sprzętu. To luka o systemie. I dobra wiadomość jest taka, że każda jej warstwa jest niezależnie naprawialna.
W tym tekście rozbiorę te 72% na pięć warstw — fizyczna dostępność, mapowalność, stan techniczny, wahanie świadka, sieć ratowników w okolicy — i pokażę, co działa za granicą oraz co konkretnie może zrobić samorząd, firma, dyrektor szkoły i zwykły człowiek.
Warstwa 1: Dostępność fizyczna
Najbardziej oczywista, dlatego najczęściej omawiana. Defibrylator, który wisi w sekretariacie urzędu, w recepcji biurowca lub w portierni uczelni, w ponad 90% godzin doby jest niedostępny. Drzwi zamknięte. Karta wymagana. Strażnik poszedł.
Tymczasem zatrzymania krążenia nie czytają grafików otwarcia. Międzynarodowe badania pokazują, że około 70–75% NZK ma miejsce w domu, a z pozostałych 25–30% — czyli w przestrzeni publicznej — istotna część zdarza się wieczorem, w nocy, w weekend.
Konsekwencja jest prosta: AED zamknięty wewnątrz budynku, który ma godziny pracy, statystycznie pomaga w mniej niż jednej trzeciej zdarzeń, do których mógłby pomóc. Reszta urządzenia jest meblem.
To się zaczyna zmieniać. Pojedyncze polskie miasta wystawiają AED w obudowach zewnętrznych, dostępnych 24/7 — przy dworcach, w pasach drogowych, na rynkach. Pierwsze pilotaże takich „pylonów" pojawiły się w Polsce w ostatnich latach. Wciąż jednak są to wyjątki, a nie domyślny standard wyposażenia przestrzeni publicznej.
Punkt do naprawy: AED w przestrzeni publicznej musi być dostępny non stop, niezależnie od godzin pracy najemcy budynku.
Warstwa 2: Mapowalność
Drugie pytanie po „czy AED w ogóle istnieje" brzmi: „czy ktokolwiek wie, gdzie?".
W Polsce funkcjonuje co najmniej kilka inicjatyw mapujących AED — od społecznościowych baz danych po aplikacje organizacji ratowniczych. Problemem nie jest brak rejestrów. Problemem jest ich fragmentacja: kilka równoległych baz, żadnej z nich nikt nie aktualizuje w pełni, każda zna część urządzeń.
Co gorsza — i to jest punkt, o którym mówi się za rzadko — dyspozytor numeru alarmowego 112 w wielu przypadkach nie ma w czasie rzeczywistym dostępu do skonsolidowanej mapy publicznie dostępnych AED. W krajach, które tę warstwę zamknęły (więcej za chwilę), dyspozytor podczas rozmowy ze świadkiem może wskazać najbliższy działający AED i pokierować po niego konkretną osobą.
Wytyczne Europejskiej Rady Resuscytacji ERC 2025 mocno akcentują rolę dyspozytora w łańcuchu przeżycia. Ale dyspozytor jest wart tyle, ile mapa, którą widzi przed sobą.
Punkt do naprawy: krajowy, regularnie aktualizowany rejestr AED, zintegrowany z systemem dyspozytorskim.
Warstwa 3: Stan techniczny
Załóżmy, że AED jest. Załóżmy, że jest dostępny non stop. Załóżmy, że na mapie. Pozostaje pytanie — czy w ogóle zadziała.
Defibrylator ma dwa elementy zużywające się w czasie: baterię (zwykle ważność 4–7 lat) i elektrody samoprzylepne (ważność 2–5 lat). Po wygaśnięciu tych terminów urządzenie albo nie wykona analizy, albo wykona ją z opóźnieniem, albo zwyczajnie odmówi działania.
W codziennej praktyce wygląda to tak: instytucja kupuje AED, wiesza na ścianie, robi zdjęcie do raportu CSR, przecina wstążkę. Po dwóch latach kończy się ważność elektrod. Nikt nie pilnuje terminu — to nie jest niczyje zadanie. Po czterech latach bateria siada. Urządzenie nie sygnalizuje tego nikomu, bo nie jest do niczego podłączone. Po sześciu latach „oficjalnie mamy AED". W praktyce — mają obrazek AED.
To nie jest historia o złych ludziach. To historia o tym, że samo urządzenie bez przypisanej odpowiedzialności, kalendarza przeglądów i — coraz częściej — zdalnego monitoringu, degraduje się cicho.
Punkt do naprawy: każdy AED musi mieć imię i nazwisko osoby odpowiedzialnej, kalendarz przeglądów oraz, idealnie, zdalny monitoring stanu.
Warstwa 4: Wahanie świadka
Powiedzmy, że pokonaliśmy trzy poprzednie warstwy. AED jest dostępny, zmapowany, sprawny. Świadek widzi człowieka, który właśnie upadł. Co się dzieje w jego głowie? W przeważającej liczbie przypadków — wahanie. „Czy on naprawdę nie oddycha?" „Czy mogę go ruszać?" „Czy nie zostanę oskarżony, że coś źle zrobiłem?"
Liczby są znajome każdemu, kto poważnie czyta literaturę resuscytacyjną. Kobiety mają o około 27% mniejszą szansę otrzymać RKO od świadka niż mężczyźni w analogicznej sytuacji — z powodu obawy świadków przed dotykiem i ewentualnym oskarżeniem. Świadkowie, do których dyspozytor 112 stosuje telefoniczną asystę RKO, istotnie częściej podejmują resuscytację — to jeden z mocniej udowodnionych mechanizmów w nowych wytycznych ERC 2025. Osoby, które przeszły praktyczne szkolenie BLS+AED w ciągu ostatnich dwóch lat, działają szybciej i z większą pewnością niż te, które miały szkolenie wyłącznie teoretyczne lub wcale.
ERC 2025 odpowiada na to kompleksowo. Nowy rozdział „Systems Saving Lives" stawia tezę: pojedynczy świadek to za mało. Życie ratuje system — dyspozytor, świadek, AED, sieć najbliższych ratowników. Wytyczne idą dalej i wprost rekomendują naukę RKO w szkołach od 4–6 roku życia, powtarzaną co roku (inicjatywa „Kids Save Lives").
Polska jest na początku tej drogi. Pierwsza pomoc formalnie jest w podstawie programowej, w praktyce zwykle ogranicza się do kilku godzin teorii w cyklu kształcenia.
Punkt do naprawy: standard praktycznego, corocznego szkolenia BLS+AED — w szkołach, w firmach (co dwa lata dla każdego pracownika), w samorządach.
Warstwa 5: Sieć ratowników w okolicy
Ostatnia warstwa jest najmniej oczywista — i jednocześnie ta, która w ostatnich latach najszybciej się zmienia za granicą.
W wielu zatrzymaniach krążenia najbliższym przeszkolonym człowiekiem nie jest karetka. Jest sąsiad trzy minuty drogi, lokalny ratownik WOPR po dyżurze, strażak OSP, instruktor pływania, lekarz dentysta — ktoś, kto akurat zna RKO i akurat jest w pobliżu, ale nie wie, że jest potrzebny.
Aplikacje typu „first-responder network" — duńska Heartrunner, brytyjska GoodSAM, amerykańska PulsePoint — łączą rejestr przeszkolonych ochotników z systemem dyspozytorskim. Gdy zgłoszenie ma cechy NZK, dyspozytor jednym kliknięciem powiadamia wszystkich zarejestrowanych ratowników w promieniu np. 500 metrów. Ci, którzy są blisko, biegną.
Wyniki w krajach, które to wdrożyły, są mocne: czas do pierwszej kompresji klatki piersiowej skrócił się o minuty, a — w niektórych miastach — przeżywalność w pierwszym roku po starcie programu wzrosła dwucyfrowo procentowo.
Punkt do naprawy: krajowa, opt-in baza wolontariuszy-ratowników, zintegrowana z systemem dyspozytorskim, z prostą aplikacją na telefon.
Co już działa za granicą
Dania. Połączenie krajowego rejestru AED, obowiązkowych szkoleń RKO w szkołach i aplikacji Heartrunner. Bystander CPR rate wzrósł z kilkunastu procent w latach 2000-ych do 70–80% obecnie.
Holandia. Gęsta sieć publicznych AED w obudowach zewnętrznych, zintegrowana z systemem dyspozytorskim. Holender ma statystycznie najmniejszą odległość do najbliższego AED w Europie.
Singapur. Pełne pokrycie szkół AED-ami, obowiązkowe kursy dla dorosłych, narodowa aplikacja „myResponder" zintegrowana z dyspozytornią.
Wnioski są dwa: żaden z tych krajów nie zamknął luki jednym zakupem — każdy złożył system z kilku elementów (sprzęt + szkolenie + software + polityka). I każdy zaczynał od jednej decyzji politycznej i jednej organizacji-lidera.
Co da się zrobić — w zależności od tego, kim jesteś
Jeśli pracujesz w samorządzie
Audyt istniejących AED w przestrzeni miejskiej — lokalizacje, godziny dostępu, ważność elektrod i baterii. Większość miast nie ma tej listy. Publiczna mapa online z czasem ostatniej weryfikacji każdego urządzenia. Pylony AED 24/7 w kluczowych węzłach (dworce, rynki, parkingi przy szkołach). Standard Emergency Action Plan wpisany w przetargi na obiekty publiczne.
Jeśli prowadzisz firmę (HR / BHP / ESG)
Imię i nazwisko osoby odpowiedzialnej za każdy AED w biurze. Audyt co pół roku. Coroczne praktyczne szkolenie BLS+AED dla każdego pracownika. AED dostępny zawsze, gdy budynek jest zajęty — łącznie z weekendowymi wydarzeniami, sprzątaniem, ochroną. Plan działania na wypadek NZK — przećwiczony, jak ewakuacja pożarowa.
Jeśli jesteś dyrektorem szkoły lub uczelni
AED przy obiektach sportowych — boisku, hali, basenie. Tam zatrzymania się zdarzają. Plan działania dla każdego trenera, nauczyciela WF, opiekuna. Coroczne szkolenie uczniów — choćby 45 minut, ale praktyczne, na fantomie, dla każdego rocznika.
Jeśli jesteś po prostu człowiekiem
Sprawdź, gdzie jest najbliższy AED względem Twojego domu, biura i szkoły dziecka. Raz na dwa lata — kurs BLS+AED. 3–4 godziny. To wystarczy. Jeśli widzisz osobę nieprzytomną i nieoddychającą prawidłowo — dzwoń, zaczynaj uciski, każ komuś przynieść AED. Bez czekania na „uprawnionego".
Gdzie w tym jest 4Beat
W tym tekście świadomie zostawiłem 4Beat na końcu, bo to artykuł o problemie, nie o produkcie. Ale skoro piszę go ja, należy się uczciwość.
4Beat buduje Tower of Life — outdoorowy pylon AED dostępny 24/7, z monitoringiem stanu, alarmem przy otwarciu, miejscem na publicznej mapie i integracją z dyspozytornią. Do tego aplikacja sieci najbliższych ratowników i program szkoleń BLS+AED. To jest jedna z odpowiedzi na warstwy 1, 2, 3 i 5 z tego tekstu. Nie jest pełną odpowiedzią — nikt nie jest. Warstwa 4 (edukacja) jest projektem na pokolenie, nie na kwartał.
Konkluzja: 28% to nie wyrok
Liczba 28% nie jest faktem geologicznym. Jest wynikiem serii niezależnych decyzji — od architekta, który postawił AED w zamykanym holu, przez urzędnika, który nigdy nie zlecił audytu, po nauczyciela, który nigdy nie wyciągnął fantomu z magazynu.
Każda z tych decyzji jest odwracalna. Każda warstwa luki ma autora, budżet i terminator. To znaczy, że Polska może w ciągu 5–7 lat dogonić Danię w odsetku przeżywalności NZK pozaszpitalnego. Pytanie nie brzmi „czy się da". Brzmi „kto to weźmie".
Źródła
- Projekt AED — NZK i RKO, statystyki
- Projekt AED — Dlaczego AED powinny być powszechnie dostępne
- European Resuscitation Council Guidelines 2025 — Executive Summary
- ERC Guidelines 2025 — Education for Resuscitation
Jarosław Sowizdraniuk — założyciel 4Beat sp. z o.o., wrocławskiej spółki budującej Tower of Life — publiczną sieć szybkiego reagowania na nagłe zatrzymanie krążenia.